Wszystkie »

  • Wpisów:10
  • Średnio co: 157 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:20
  • Licznik odwiedzin:1 449 / 1735 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No coz - znow nie (do)pisuje. Duzo wysilku mnie kosztuje ten univerek, trovhe to wykanczajace, ale trudno - trzeba cos w zyciu robic. Z cwiczen tez nici - ostatnio zbyt duzo do roboty i zbyt duz stresu mnie to kosztowalo. Ale! Waga spadla. Centymetrow mniej. Nie wiem juz czy to moj metabolizm wreszcie ruszyl, stres mnie (doslownie) zzera czy tez jest to pierwszy objaw jakiejs choroby ale fajnie jest miec mniej do noszenia. :-)
 

 
Znów mnie trochę nie było, ale cóż - takie życie. Dobrze, że jest. ;-)
Poza uniwersytetem to nie bardzo mam czas na cokolwiek. Ok, na ogródek i drobne wycieczki mam, ale sami rozumiecie, że po X godzinach dziennie spędzonych przy książkach i komputerze nie bardzo mam ochotę na pisanie bloga. Ciężko mnie winić - w końcu mamy wiosnę. 23 stopnie celsiusza i pełnia słońca! Ciężko marnować takie dni zamykając się w 4 ścianach.
Opuściłam się z ćwiczeniami - waga stoi w miejscu. Sic! Ale od jutra (a może i nawet dziś) zabieram się z powrotem do roboty. :-)
To by było na tyle, lecę bo roboty jak zwykle sporo. ;-)
  • awatar Gość: wiosna nadchodzi, czas na ćwiczenia ;) zapraszam do siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej! Hej! Hej!

Troche mnie nie bylo, ale mam na to bardzo dobre wytlumaczenie - drugi semestr sie zaczol, i to tak raczej z wykopem. Dzis juz mialam pierwszy egzamin. Nie poszlo genialnie, bo wszystko mi sie rowno miesza w glowie, ale nie ma bolu. Pierwsza polegla bitwa nie oznacza jeszcze przegranej wojny. ;-) Musze sie ostro zaprzyjaznic z wydzialowa biblioteka i bedzie git.

Takze u mnie dosc ciekawie ostatnio. Przezylismy chyba z 4 huragany (z czego ostatni ukradl nam neta wiec bylam na tygodniowym odwyku), rwalo dachy z budynkow i omalo co pieszych z chodnikow. Ale juz najgorsze za nami i teraz czekamy juz wiosny. :-) Jutro byc moze uda mi sie wyrwac na ryby (ma byc slonecznie dla odmiany) wiec fajnie, fajnie. ;-)

Dieta kochani! Musze sie przyznac, ze nie bylam tak dokladnie grzeczna. Zdarzyl tu sie placek, tam ciastko. Wiecie jak jest. Jednak jest na wskazniku w dol - 3kg. Niby nie duzo, ale cwicze i widze + czuje miesnie. Najwiecej chyba w obwodzie brzucha mi spadlo - 3cm. Nie jest to z pewnoscia nic kalibru magicznej pigulki co to w ciagu nocy spala 15kg ale kochani! Jak ja sie zajefajnie czuje! Cwiczenia sa boskie - uzalezniaja, po prostu CHCE sie je robic. Zadna katorga (chociaz pot po plecach leci). Najbardziej zdumiewaja mnie cztery rzeczy:

1) Masakryczny wzrost kondycji fizycznej.
Jeszcze przed wypadkiem zaczelam biegac - tak chcialam sie doprowadzic do ladu. Moim najwiekszym koszmarem bylo przelamanie tej tragicznej zadyszki (wiecie, kiedy ciezko wam zlapac oddech a jak juz sie wam uda to wydaje sie wam, ze powietrze rozerwie wam pluca). Trzy tygodnie treningu i zadyszka ZDECYDOWANIE zredukowana do minimum. Wyszlam kilka dni temu z psem na spacer i zlapal nas deszcz. Ja oczywiscie bez parasola wiec co nam zostaje? Wiadomo - wiac do domu. I tu wkracza pkt 2...

2) Kolano!
Kochani! Ja chodze! Tfu, chodze - BIEGAM! :-) Tak, tak - jest ZNACZNIE lepiej. Wejsc na 4 pietro - bez problemu. Co tam wejsc? Wbiegne sobie. To jest chyba najbardziej niesamowita strona tego calego treningu. Wraca mi sprawnosc w kolanie. Jestem bardziej niz zadowolona.

3) Sylwetka.
Mimo iz to dopiero jakies trzy tygodnie (4??) i nie odnotowalam jakiejs dramatycznej utraty wagi to zdecydowanie widze poprawe. Cos czego nie spodziewalabym sie zauwazyc po tak krotkim okresie.

4) Energia.
Moj ulubiony aspekt (zaraz po kolanie oczywiscie) tego calego treningu. Mam ZDECYDOWANIE wiecej energii i checi do dzialania. To jest po prostu niesamowite. Mamy teraz godzine 23:10, wstalam dzis o 6:30, bylam na uczelni, napisalam egzamin, ugotowalam, posprzatalam, zrobilam pranie, wrocilam na wioske(sic!), skosilam trawe, zasadzilam kwiatki, rabarbar, groszek, ugotowalam po raz kolejny, powtorzylam material, nadrobilam netowe zaleglosci i jeszcze mam chec i sile na powtorke ze statystyki. Nie najgorzej, co? ;-) Brakowalo mi tego bardzo, nawet sobie nie zdawalam z tego sprawy. Swiat nagle sie zrobij jakis taki fajniejszy. ;-)

OK. To tyle na dzisiaj. Wracam to ksiazek, bo mam tyyyyyyyyyle roboty na przyszly tydzien, ze sie chyba zrobie pod siebie z tej radosci. ;-)

Do nastepnego!
 

 
Tak wiec nie bedzie testowki w ten weekend. Mialam zamiescic stronke i prosic o komentarze, ale zmienil mi sie koncept, chce wyprobowac kilka sztuczek i takie tam - troche to jeszcze potrwa. :-) W sumie nie ma tego zlego bo w sumie trzeba troche popracowac nad prezentacja.

Studia - pierwszy tydzien za mna. Nie wiem czy to fakt oswojenia sie z uczelnia, programem, zwyczajami czy jezykiem, ale nastawienie mam jaknajbardziej pozytywne (w przeciwienstwie do zeszlego semestru gdzie panika calkowita sciskala mi gardlo przez pierwsze dwa miesiace). Troche pracy juz mam, ale to moze i lepiej - mniej czasu na glupoty. ;-) No nic, trzeba sie spiac przez te cztery miesiace i osiagnac jak najwiecej jak sie tylko da.

Dieta/cwiczenia - jest ok. Co prawda nic nie wyszlo z 1.5h dziennie. Powod prosty: trening mial sie skladac z dwoch treningow. Jeden klasyczny kardio, drugi yoga. No coz, kardio odpadlo - probowalam, ale kolano mi nie pozwala (niecaly rok tmu mialam wypadek na motorze, mam uszkodzony staw). Za to yoga - kochani! Nie wiedzialam, ze w ludzkim ciele jest az tyle miesni - czuje je wszystkie! :-) Jest ok. Bardzo lubie swoj trening, jest lekko uzalezniajacy (co jest oczywiscie b. dobre bo chetniej sie wstaje cwiczyc ;-) ). Ziemniakow nie jem, od poniedzialku nie tknelam slodkiego no i zdecydowanie wiecej jarzyn niz miecha/chleba. W przyszly weekend mierzenie - zobaczymy czy beda efekty. Samopoczucie - genialne :-)
 

 
Magazyn: Pierwszy szkic na papierze i szkielet w html/css zrobiony. Troche dzis niedomagam, ale po malu do przodu. Moze w przyszly weekend znajde jakis hosting i zamieszcze testowke w sieci. Coby nie bylo, ze jestem goloslowna. ;-)

Jutro sie zbieram i wracam na universytet. Szczeze mowiac to czuje sie wykonczona i nie bardzo mi sie chce, ale nie ma ze boli. Nie bylo zbyt wiele wolnego ale trudno. Od jutra tez wracam do cwiczen i zmagan z waga. Planuje przeznaczyc 1,5h dziennie na cwiczenia fizyczne, zwiekszyc ilosc przyjmowanych plynow i zdecydowanie zrezygnowac ze slodkiego i ziemniakow. Nie obiecuje sobie niewiadomo czego, bo to tylko zwieksza presje i mnie doluje, ale mam zamiar liczyc po centymetrach nie kilogramach. ;-)

Dzis leniwy wieczor, wyszly juz trzy epizody nowego sezonu 'House of lies' ( <3 Love <3 Love <3 Love <3 ) wiec chyba cieple skarpety + herbatka + luzio. ;-)

Do nastepnego!
  • awatar schudnę,skarbie.: życzę powodzenia. 1,5h to dużo. pamiętaj, że organizm się męczy. pamiętaj też o zakwasach. nie zaczynaj od razu od 1,5h skoro miałaś przerwę. zacznij od 30 minut i stopniowo zwiększaj czas ćwiczeń. pamiętaj o wodzie do treningu. polecam wodę z miodem, cytryną i świeżym ogórkiem. daje fajnej energii. przynajmniej raz w tygodniu zrób sobie rest day, daj ciele odpocząć. :)
  • awatar Nira Madera: Trening planuje rozlozyc na dwie czesci. Rano cardio a wieczorami yoga. Treningi te ktore wahaja sie pomiedzy 30-do godziny czasu wiec srednio wyjdzie jakos 1,5h dziennie. Nie jest tak tragicznie, zdazylo mi sie juz pracowac na 3 etaty i spedzac po 2h dziennie na silowni/basenie. ;-)
  • awatar será.: ziemniaki wcale nie są złe. 1,5h cwiczen dziennie to mega dużo :) ale czasem daj organizmowi zregenerować mięśnie;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No to po sesji. Nie poszlo mi rewelacyjnie i zaloze sie, ze lipiec bede miala zarwany (poprawki) ale co tam. Nie ma sie co martwic na zapas. Rock&roll i do przodu. ;-)
A wiec obiecalam, ze podziele sie swoimi pomyslami a jest ich kilka. Po pierwsze zakladam swoja wlasna strone internetowa. Niby nic ale:
1) Robie ja sama od pierwszego do ostatniego taga.
2) Docelowo strona ma stac sie lokalnym magazynem o nauce (glownie fizyka), zblizyc lokalna ludnosc do siebie, poromowac kobiete i rozchulac sie tak zebym mogla uzyc go jako narzedzia do realizowania moich dalszych celow.
3) Bedzie pisany (poczatkowo tylko przezemnie) w jezyku lokalnym, czyli galicyjskim.

Niby nie tak wiele a jednak nie lada wyzwanie.

Do tego zbieram sie do pisania ksiazki, przyuczam do egzaminu na oficjalny certyfikat z programowania, mam ambitny cel zrzucenia 15kg do lipca i generalnie (oraz przede wszystkim) znacznie poprawic swoja kondycje fizyczna.

Ufff... Zapowiada sie pracowity rok. Az sama jestem ciekawa ile z tego uda mi sie osiagnac. No nic, o postepach bede informowac na bierzaco. :-)
  • awatar Gość: Moje drogie mi udało się schudnąć 50 kilogramów. Nagrałam dla WAS filmik jako inspirację oraz motywację do walki ze zbędnymi kilogramami :) zdrowa dieta + ćwiczenia dają efekty http://www.youtube.com/watch?v=Vs7aT1AYxPs jeżeli chcesz uwierz w siebie i dasz radę. Pozdrawiam Kamila
  • awatar será.: o kurccze, ale plany! powodzenia w ich realizowaniu :)
  • awatar Gangsta Veg: Trzymam bardzo kciuki. Również chcę co nieco zrzucić. Widzę, że koleżanka po fachu. Również piszę własną książkę. Mam nadzieję, ze sesja zaliczona i może nie trzeba się martwić na zapas. Ja jestem w środku sesji. Propsik za profilowe z Buddhą. Pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Sesja już prawie skończona. W środę ostatni egzamin. Jak już zamknę ten rozdział to podziele się z wami tym nad czym moja głowa pracowała w ostatnich dniach (poza nauką do egzaminów, oczywiście ;-) ). A tym czasem mykam do książek. Do następnego...
 

 
Podzielę się z wami przepisem na chleb bananowy. Jest to jedna z tych rzeczy, która przypadła mi bardzo do gustu w czasie mojego pobytu w anglii i myślę, że wy też pokochacie ten super szybki do zrobienia i niezwykle pyszny deser. Już nigdy nie wyrzucicie tych przejrzałych bananów!

Przepis na chleb bananowy:

250 gram mąki pszennej
Szczypta soli
Łyżeczka sody
2 jajka
115 gram masła
115 gram brązowego cukru
500 gram przejrzałych bananów

Rozgrzewamy piekarnik do ok 180 stopni.
W jednej misce mieszamy mąkę, sól i sodę.
Topimy masło w małym rondelku (uwaga! Nie doprowadzać masła do wrzenia!). W osobnej misce rozgniatamy banany i wbijamy jajka. Mieszany. Do rozpuszczonego (gaz wyłączamy) masła dodajemy cukier i rozpuszczamy. Przestudzone masło z cukrem dodajemy do bananów i dobrze mieszamy. Tak przygotowaną "papkę" wlewamy do mąki i mieszamy. Nie musi być super dokładnie. Tak tylko żeby miało to w miarę jednolitą konsystencję. Ciasto wylewamy do formy i wstawiamy do piekarnika na godzinę.
Teraz tak, ja używam podłużnej formy o długości 36cm i jest idealna na tą ilość ciasta (wiecie, taka jak do pieczenia babki). Wykładam ją papierem do pieczenia i wlewam ciasto. Smacznego. :-)
Ps.: Dobrym pomysłem jest dodać rodzynki. ;-)
 

 
Nowy Rok. Czas nadziei i nowych planów. Jako, że w minionym roku udało mi się spełnić ledwo połowę noworocznych postanowień w tym roku postanowiłam pozostać przy zeszłorocznej liście. No może dodać jedną nową pozycję. Oto moja lista:
1) W zeszłym roku roku udało mi się dostać na studia. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów i stresu ale dopiełam swego - jestem studentką pierwszego roku informatyki na uniwersytecie w A Coruña. W tym roku chciałabym się tam po prostu utrzymać. Zadanie jest trochę bardziej skomplikowane bo:
2) Muszę wyszlifować i opanować do perfekcji hiszpañski i galego. Chyba się starzeje ale trochę mnie przerasta ogrom zadania. Iść na studia po latach przerwy to jedna rzecz, ale wrócić do systemu edukacji bez znajomości języka to inna para kaloszy. Nie wiem czy jest to objawą szaleństwa czy już jakiegoś zaburzenia psychicznego ale już trudno i darmo. Jestem w tym po same uszy i nie poddam się bez walki.
3) Jako, że po raz kolejny zmieniłam kraj rezydencji i zostawiłam rodzinę, znajomych i przyjaciół za sobą mam nadzieję, że w tym roku uda mi się choć szczątkowo pozbierać swoje życie. Wiecie, samotność jest raczej samotna.
4) Chcę otworzyć własny biznes. Pomysłów mam wiele ale kompletnie nie wiem jak to działa tu na tej ziemi więc trochę nerwów i stresu przypłacę.
5) Chcę się nauczyć nurkować. Nie chcę zmieniać mundurka co chwilę więc:
6) Trzeba zrzucić kilkogramy. Tak, proszę was, powiedziałam to. Mam tłuszczyk i chętnie się z nim rozstanę. Problem w tym, że o ile ja się chętnie go pozbędę on mnie nie opuszcza już tak chętnie. Ale jestem zdeterminowana.
To powiedziawszy, pochwalę się z wami chlebem bananowym jaki upiekłam na dziś:
 

 
Siedziałam ostatnio w tzw. "Przestrzeni wspólnej" na moim wydziale i kontemplowałam w samotności ogrom zadania jaki przed sobą postawiłam, kiedy dostałam wassapa od dobrego znajomego "jesteś już z powrotem na uniwerku?"
- "Tak" odpisałam "właśnie miałam egzamin"
- "I jak poszło? Tak przy okazji. Znajoma dziś skończyła 30 lat czyli ma 18 z 12 lat doświadczenia".
- "O, to tak jak ja. W tym roku dobijam dwunasty rok doświadczenia. Dają za to jakieś jubileuszowe?"
- "Hehe... Niby człowiek się nie powinien przejmować wiekiem, ale jednak te okrągłe mają w sobie coś przerażającego"
- "Ano. Właśnie tak tu sobie siedziałam i myślałam, że jak to jest że niby się starzeję a czuję się tak samo jak kiedy skończyłam 20. Czy to się kiedyś zmienia?"
- "Coś ty? Mnie się co roku wydaje, że kończę 20."
- "Eh... Nie wiem co ja robię tak szczerze mówiąc. Niby jakoś coś pcham do przodu ale pięć minut później się dobijam własnymi myślami. Czy ja dobrze robię? Co jeśli będę żałować tej decyzji? I takie tam..."
- " Decyzji się zawsze żałuje a dezorientacja towarzyszy do starości. Dopiero jak człowiek przeżyje kilka dekad i popełni tysiące błędów to wtedy wie jak chciałby przeżyć swoje życie. Nie ma co myśleć - trzeba żyć."

Amen.

Coś mnie wtedy tknęło. Życie jest zbyt krótkie.

Blog miał być ambitny, mądry i o życiu ale prawda jest taka, że nikt z nas nie ma na nie recepty. Wszyscy jesteśmy zjednoczeni w poczuciu dezorientacji i wiecznych wątpliwościach co do tego czy dobrze żyjemy tym naszym życiem.

Dlatego odpuszczam. Zamiast mądrości i wywodów będzie o rzeczach małych, błędach i planach - tych dużych i małych. I w tym duchu zrobię wam smaka i pochwałę się wam moim ostatnim arcydziełem - sernikiem jaki zrobiłam na trzech króli. :-)